Mogłoby się wydawać, że po tym, jak media, opieka społeczna, policja i prokuratura wzięły rodzinę z Gruczna na celownik, w najbliższym czasie nie usłyszymy o żadnych nowych incydentach. Za tym, że zapanuje tam względny ład, mogło przemawiać też to, że kobieta ujawniła, iż jest w kolejnej ciąży. Poza tym na naszym portalu, który jako pierwszy nagłośnił sprawę, złożyła deklarację, że otrząsnęła się już z amoku i teraz będzie należycie zajmować się z dziećmi, które są dla niej bardzo ważne.
Hiacynta W. (imię zmienione) wychowuje czwórkę dzieci: dwóch chłopców w wieku 6 i 8 lat oraz dwie dziewczynki w wieku 10 i 11 lat. Piąta z rodzeństwa, najstarsza córka, którą wcześniej opiekowali się dziadkowie, nie mieszka z nią. Wyprowadziła się do internatu.
REKLAMA
Niestety, kobieta nie dotrzymała obietnicy. Dzieci nadal są zaniedbywane. Mają wszy, a matka nie robi nic, aby się ich pozbyć. Jednak pasożyty głowy to nic w porównaniu z innymi szokującymi zdarzeniami. Najpoważniejszy z nich miał miejsce w miniony czwartek.
Konkubent po medialnym zamieszaniu znowu pojawił się w Grucznie. Prawdopodobnie poczuł, że skoro „ataki” ustały, można wrócić do dawnego życia. Dość istotną jego częścią wydaje się być alkohol.
Jak ustalił portal Extra Świecie, w czwartek mężczyzna postanowił wybrać się na zakupy do sklepu we wsi. Ponieważ był w dobrym humorze, zabrał ze sobą 11-letnią córkę konkubiny. Podobno chciał kupić alkohol. Nie sprzedano mu go jednak. Zamiast tego zadzwoniono po policję. Funkcjonariusze zjawili się na tyle szybko, że mężczyzna nie zdążył nawet odjechać skuterem.
REKLAMA
- Rzeczywiście, 16 stycznia o godz. 19.50 takie zdarzenie miało miejsce przed jednym ze sklepów w Grucznie - potwierdza nasze informacje mł. asp. Julia Świerczyńska z Komendy Powiatowej Policji w Świeciu. - Zatrzymany do kontroli 34-latek miał 0,4 promila.
Na tym nie koniec. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, jedna z dziewczynek ma złamany palec. Podobno jest to sprawką jej młodszego brata. Jak mówią nam osoby znające sytuację w rodzinie, dzieci, po wydarzeniach, które miały miejsce pod koniec ubiegłego roku stały się jeszcze bardziej zamknięte. Nie chcą nic mówić o tym, co dzieje się w domu, a fakty wskazują, że nie jest dobrze.
REKLAMA
Nadal nie udało się też psychologowi porozmawiać z dziećmi, pod adresem których miały padać odrażające uwagi.
- Pewnego dnia 11-letnia Patrycja wróciła głodna z basenu i zapytała czy dostanie coś do jedzenia - opowiada nam jeden ze świadków. - Wtedy konkubent Hiacynty odparł dziewczynce, że jak chce jeść, to ma mu najpierw wylizać ch…a.
Do tego, aby dzieci spotkały się z psychologiem, potrzebna jest zgoda ojców dzieci. Ci są jednak z prawem na bakier i ukrywają się przed wymiarem sprawiedliwości. Prokuratura nie może ich namierzyć.
Jakby tego było mało, w sylwestra w mieszkaniu Hiacynty interweniowała policja. Sąsiedzi twierdzili, że trwa tam głośna libacja.
- Nie było żadnej libacji - stanowczo zaprzecza. - Byliśmy na imprezie u znajomych. Tam trochę wypiliśmy, ale nie za dużo. Do domu wróciliśmy około 2.00 w nocy. Gdy przyjechała policja, mój partner już spał, a ja miałam położyć się za chwilę. Tę historię o libacji zmyślili sąsiedzi, którzy się na nas zawzięli.
a.bartniak@extraswiecie.pl