Zmiana polityki prywatności

Drogi Użytkowniku,

Chcielibyśmy poinformować, że zaktualizowaliśmy naszą Politykę prywatności. W dokumencie tym wyjaśniamy w sposób przejrzysty i bezpośredni jakie informacje zbieramy i dlaczego to robimy.

Nowe zapisy w Polityce prywatności wynikają z konieczności dostosowania naszych działań oraz dokumentacji do nowych wymagań europejskiego Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO), które będzie stosowane od 25 maja 2018 r.

Informujemy jednocześnie, że nie zmieniamy niczego w aktualnych ustawieniach ani sposobie przetwarzania danych. Ulepszamy natomiast opis naszych procedur i dokładniej wyjaśniamy, jak przetwarzamy Twoje dane osobowe oraz jakie prawa przysługują naszym użytkownikom.

Zapraszamy Cię do zapoznania się ze zmienioną Polityką prywatności.

Close GDPR info

Extra Świecie

Imieniny obchodzą:

Justyna, Julianna, Krzysztof

Tym żyło Nowe, czyli komu przyłożył pradziadek i gdzie śpiewała prababcia

Andrzej Pudrzyński
24 lutego, 17:18
Wojciech Kościński udowodnił dwie rzeczy. Pokazał, że można napisać wartościową i wciągającą książkę, dzięki której mieszkańcy dowiedzą się czegoś nowego z dziejów swojej gminy. I że ci sami mieszkańcy są żywo zainteresowani lokalną historią, bo książka rozeszła się w dwa dni.
Wojciech Kościński, autor książki „Nowe nad Wisłą dziennikarskim piórem (1875-1939)”
Fot. Andrzej Pudrzyński

Wojciech Kościński wyniósł zainteresowanie historią Nowego i okolic z rodzinnego domu, gdzie często opowiadano o życiu w przedwojennym mieście i jego wielokulturowości.

- Wychowywałem się i nadal mieszkam na starym mieście, w cieniu dawnych gotyckich kościołów, resztek krzyżackiego zamku i murów miejskich, co też pewnie miało jakieś znaczenie. Wpływ na to mieli również miejscowi nauczyciele historii, którzy rozniecili we mnie zamiłowanie do dni i wydarzeń z minionych epok – mówi Wojciech Kościński.

Na co dzień pracuje w Samorządowej Administracji Placówek Oświatowych w Nowem i działa w tutejszej Ochotniczej Straży Pożarnej. Prawie 10 lat temu OSP obchodziła 140-lecie istnienia. Przy okazji zbierania materiałów do publikacji o historii ruchu strażackiego, wpadł na pomysł napisania książki o codziennym życiu mieszkańców Nowego na tle historycznych wydarzeń.
REKLAMA

A nic lepiej nie oddaje tego, co absorbuje lokalną społeczność niż miejscowe media. W tym wypadu prasa, bo w drugiej połowie XIX i pierwszej połowie XX w. to ona była głównym źródłem informacji.

Uwieńczeniem wielu lat przeglądania papierowych i cyfrowych wydań gazet i biuletynów zgromadzonych w bibliotekach i archiwach w Bydgoszczy, Gdańsku, Elblągu i Poznaniu jest książka „Nowe nad Wisłą dziennikarskim piórem (1875-1939)”.

Książka ukazała się pod koniec 2020 r. na zamówienie Urzędu Gminy w Nowem. Kolportowana była przez Gminną Bibliotekę Publiczną. Cały nakład, 200 egzemplarzy po 25 zł za egzemplarz, rozszedł się w ciągu dwóch dni. Biorąc pod uwagę, że gmina Nowe ma 10,5 tys. mieszkańców, to prawdziwy lokalny bestseller.  

- Przyznam, że byłem tym mile zaskoczony. Cieszę się, że burmistrz Czesław Woliński i wiceburmistrz Zbigniew Lorkowski oraz rada miejska uwierzyli w sens wydania tej książki. A jeszcze większą radość sprawia mi to, że popularność, jaką zdobyła udowadnia, że dokonali trafnej decyzji – śmieje się Kościński.

„Gazeta Nowska” z artykułem zapowiadającym pierwsze targi meblowe w Nowem, 25 czerwca 1938 r.

Jaki obraz Nowego i jego mieszkańców wyłania się z lektury starych gazet?

- Nowe przełomu XIX i XX w. oraz w czasach II Rzeczpospolitej należało do miast o nowoczesnej infrastrukturze miejskiej. Miało wodociągi, kanalizację, gazownię, rzeźnię miejską, szpital, kolej, port na Wiśle, autobusowe połączenia komunikacyjne z Grudziądzem, Gniewem, Świeciem, Starogardem i Tczewem, rozwinięty handel i usługi – wylicza autor „Nowego nad Wisłą dziennikarskim piórem”.

W mieście działało wiele zakładów i fabryk, w dwudziestoleciu międzywojennym głównie w branży drzewnej. Mieściło się tu kilka szkół, sąd grodzki, poczta, urząd celny (gmina graniczyła z Prusami Wschodnimi należącymi do Niemiec), banki i spółdzielnie. Mieszkańcy, szczególnie w okresie II RP, borykali się z problemami dotyczącymi wszystkich polskich miast, głównie z bezrobociem i wynikającym z niego ubóstwem, chociaż wraz z organizacją targów meblowych w latach 1938-39 bezrobocie udało się mocno ograniczyć.

- Miasto liczyło około 5,5 tys. mieszkańców: Polaków, Niemców i Żydów, którzy żyli na ogół bezkonfliktowo, budując wspólnie gospodarcze znaczenie Nowego, dając mu wielokulturowe i religijne oblicze – podkreśla Wojciech Kościński.

Chór Lutnia z Nowego, 1935 r.

Podczas wertowania starych wydawnictw najbardziej zaskoczyła go ilość działających w Nowem organizacji i stowarzyszeń społecznych. Zarówno w czasach zaboru pruskiego, jak i po powrocie w granice Polski w 1920 r. mieszkańcy udzielali się w chórach Harmonia i Lutnia, Towarzystwie Czytelni Ludowych, Towarzystwie Gimnastycznym Sokół, Towarzystwie św. Wincentego a Paolo, Polskim Czerwonym Krzyżu, Ochotniczej Straży Pożarnej, Towarzystwie Kupców Samodzielnych, Kole Przyjaciół Harcerstwa, Lidze Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, Stowarzyszeniu Młodzieży Polskiej, Towarzystwie Czeladzi Katolickiej, Związku Weteranów Powstań Narodowych oraz Związku Obrony Kresów Zachodnich, by wymienić tylko niektóre zrzeszenia.

- Często bawiły mnie opisy prasowe dotyczące życia codziennego, sprzeczek w rodzinach a w szczególności bójek, do których dochodziło w Nowem. Ich kwiecistość i  ekspresja opisu robią wrażenie i na dzisiejszym czytelniku – zwraca uwagę Wojciech Kościński.

Nikt wtedy nie słyszał o ochronie danych osobowych. Podawano nazwiska ofiar i sprawców, a często też ich adresy zamieszkania, aby cała historia była bardziej wiarygodna.

Artykuł w „Dzienniku Bydgoskim”, 1937 r.

W lutym 1938 r. w „Pielgrzymie” ukazała się informacja o jednej z takich awantur.

W ostatnich dniach w Nowem doszło do kilku bójek, które pociągnęły za sobą bardzo niemiłe i bolesne następstwa. Otóż grupa rybaków i robotników z  przyległej wioski Wiosła przybyła w ilości 9 osób do Nowego na rozprawę karną. Po terminie osobnicy ci chcąc się odpłacić ich oskarżycielowi dróżnikowi wodnemu p. Grabskiemu, udali się gremialnie do restauracji p. Janzy przy Rynku, gdzie spodziewali się go zastać. Podpiwszy sobie dla „odwagi”, bez najmniejszej przyczyny jeden z przybyłych ułamał nogę od krzesła i uderzył nią najspokojniej siedzącego w pobliżu gościa, niejakiego p. Wiśniewskiego z Nowego. Z tego powstała bójka na kije i nogi krzeseł, której kres położyła dopiero zaalarmowana policja. Wynik bójki był dla awanturników z Wiosła bardzo przykry, bo prawie wszystkich przekazała policja lekarzowi. Jak wykazują dochodzenia policyjne, przybysze z Wiosła ponoszą całkowitą winę, przy czym w zapale bijackim po największej części sami siebie pobili.

Jaką prasę czytali mieszkańcy Nowego i okolic między 1875 a 1939 r.? W czasach zaborów Niemcy i Polacy kupowali lokalną niemieckojęzyczną „Die Weichselbote”, a ponadto polscy mieszkańcy czytywali „Gazetę Grudziądzką”, „Przyjaciela” i „Gazetę Toruńską”. W II Rzeczpospolitej sięgano po „Dziennik Bydgoski”, „Pielgrzyma”, „Słowo Pomorskie”, „Gońca Nadwiślańskiego” i „Głos Świecki”.

Reklama w „Gazecie Nowskiej”, 1927 r.

To tytuły wydawane m.in. w Bydgoszczy, Toruniu czy Grudziądzu. Na tym tle słabo wypada miejscowy tygodnik „Gazeta Nowska”. Była publikacją jednokartkową, w niektórych latach zaopatrzoną w „Dodatek Ilustrowany”. Zawierała wiadomości krajowe i zagraniczne, a także lokalne i powiatowe informacje urzędowo-administracyjno-sądowe oraz reklamy.

- Osobiście brakuje mi w niej większej ilości artykułów bezpośrednio odnoszących się do wydarzeń z życia codziennego w mieście i okolicy. Zdecydowanie więcej informacji odnaleźć można na stronach regionalnej prasy pomorskiej – ocenia autor.

„Gazetę Nowską” zaczął wydawać w 1921 r. Władysław Wesołowski, który dwa lata wcześniej kupił istniejącą od dobrych kilkudziesięciu lat drukarnię Franza Nelsona. W budynku przy ul. Gdańskiej 23 znajdowały się redakcja, drukarnia i księgarnia, sprzedająca też materiały piśmiennicze i papiernicze. Nakład gazety był zróżnicowany. Wahał się od 200 do 600 egzemplarzy.

Władysław Wesołowski urodził się w 1893 r. w Półwsi, kilka kilometrów na północ od Nowego. Z zawodu był drukarzem. Do Nowego sprowadził się prawdopodobnie około 1918 r. W styczniu 1928 r. burmistrz Jabłoński powołał go na stanowisko swojego zastępcy (był nim do 1934 r.). W 1945 r., po zajęciu Nowego przez wojska sowieckie, został aresztowany i wywieziony w nieznanym kierunku. Nie wiadomo, co się z nim stało.

„Handel pomorski: w 10-lecie Związku Towarzystw Kupieckich na Pomorzu: 1919-1929”

Wojciech Kościński pracuje już nad kolejną publikacją.

- Udało mi się niemal zakończyć pracę dotyczącą historii nowskiej OSP, począwszy od jej założenia w 1872 r. do dzisiaj. Brakuje mi jeszcze części wiadomości z lat 1945-55. W przyszłym roku miejscowa straż będzie obchodzić 150-lecie swojej działalności – przypomina.

Na tym nie koniec. Pisze też o życiu wyznaniowym w mieście, działalności cechów rzemieślniczych oraz o historii miejscowego sportu (w 2023 r. przypada 100-lecie klubu Wisła Nowe).

- Przymierzam się również do opracowania materiału dotyczącego życia codziennego nowian na przełomie XIX i XX w. oraz w II RP. Pracy i pomysłów mi nie brakuje. Może kiedyś uda się coś z tego opublikować – wyraża nadzieję Wojciech Kościński.

a [dot] pudrzynskiatextraswiecie [dot] pl
REKLAMA