Na razie nie wiadomo kto stoi za nieuprawnionymi dostępami do dzienników elektronicznych w kilku polskich szkołach? Jest to jedna osoba, czy może jest ich więcej, a zbieżność w czasie to zbieg okoliczności.
Na liście szkół, do których w miniona niedzielę włamano się do Librusa są dwie placówki z gminy Dragacz. Mowa o szkołach podstawowych w Grupie i Michalu.
- W niedzielę zwykle mam wyłączoną służbową komórkę, dlatego z pewnym opóźnieniem zauważyłam, że mam kilkadziesiąt nieodebranych połączeń i wiadomości - mówi Aleksandra Życzyńska, dyrektorka Szkoły Podstawowej w Michalu. - Wszystkie dotyczyły włamania na Librusa i moich rzekomych wpisów.
Rodzice i nauczyciele dość szybko zorientowali się, że ktoś niepowołany dostał się do Librusa. W jednej z informacji przesłanej rodzicom dyrektorka m.in. zapraszała na spotykanie z prostytutkami.
Internetowy włamywacz sporo zamieszkania zrobił także dopisując uczniom oceny. Zwykle według pewnego prostego schematu. Bardzo dobrym uczniom dopisywał jedynki, a tym najsłabszym, często zagrożonym, same piątki. Dodatkowo oceny były uzupełniane o wulgarne wpisy jednoznacznie sugerujące, że ich autorem nie jest żaden nauczyciel.
- Gdy tylko zorientowałam się co się stało, natychmiast powiadomiłam rodziców o zaistniałej sytuacji - dodaje Aleksandra Życzyńska.
Nie jest wykluczone, że za tym wybrykiem stoi jakiś uczeń.
- Kiedyś uczniowie próbowali dopisywać oceny w tradycyjnych dziennikach, być może teraz próbują tego w elektronicznym - stwierdza Dorota Krezymon, wójt Dragacza. - Niemniej sprawa jest dosyć poważna, dlatego została zgłoszona policji, która wszczęła postępowanie.
Na razie nie wiadomo czy w czasie włamania nie doszło do wycieku danych? To całkiem realna groźba. Sprawdza to teraz policja i administrator Librusa, którego kody dostępu zostały złamane.

