REKLAMA
Patrzenie na cierpienie dziecka to najgorsze, co może spotkać rodziców. Dochodzi do tego poczucie bezsilności. To nie przeziębienie, otarcie po upadku z roweru czy infekcja, na które pomogą lekarstwa i plaster z pobliskiej apteki, wizyta u pediatry czy krótki pobyt w szpitalu.
Białaczka jest jak agresywne zwierzę. Po pierwszej dawce leków i chemii wycofuje się i przyczaja. Ale tylko po to, żeby zebrać siły i po chwili znowu zaatakować. W tym przypadku 1,5-roczny, wątły organizm Lei, córki Katarzyny i Michała Kirskich z Nowego.
REKLAMA
Tuż po pierwszych urodzinach, w październiku ubiegłego roku u Lei zdiagnozowano ostrą białaczkę limfoblastyczną.
- Nasza walka trwa już ponad pół roku, a nowotwór wymierza nam kolejne, coraz silniejsze ciosy – rodzice Lei są zrozpaczeni.
Kroplówki, leki, sterydy. Gdy wyniki z krwi w miarę się ustabilizowały, rozpoczęto chemioterapię. Nowotwór jednak nie odpuszczał. Szpik dziewczynki był w tragicznym stanie. Po ponad miesiącu od diagnozy lekarze zdecydowali podać jej jedną z silniejszych chemii.
W szpitalu spędziliśmy kolejnych parę miesięcy. Niestety i to nie pomogło. Chemia nie zadziałała. Komórki nowotworowe wciąż były aktywne, dlatego podjęto decyzję o podaniu Lei nierefundowanego leku, który jest skuteczny w leczeniu białaczki – czytamy relację rodziców na portalu Siepomaga.pl. - Rozpoczęliśmy zbiórkę i dzięki pomocy wielu ludzi Lea przyjęła lek. Po pierwszym cyklu nastąpiła remisja choroby! Pojawiła się nadzieja! Niestety zgasła szybciej niż myśleliśmy…
REKLAMA
Po drugim cyklu, Katarzyna i Michał Kirscy usłyszeli od lekarzy, że komórki nowotworowe znowu się namnażają. Nie pomogła chemia, nie pomógł lek… Ostatnią szansą na życie dla Lei jest terapia CAR-T Cell, która ma nauczyć organizm walczyć z białaczką. Terapia nie jest refundowana, kosztuje ponad 1,3 mln zł.
Kirscy przeznaczyli na ten cel część środków z poprzedniej zbiórki, ale to kropla w morzu. Do zebrania pozostaje ponad milion złotych.
- Błagamy o ratunek – to nasz krzyk rozpaczy, jedyna szansa, by ratować córeczkę.
Czasu nie ma wiele. Trzeba je zebrać w ciągu 3 tygodni. Każdy dzień jest na wagę życia Lei.
REKLAMA
29 kwietnia na facebookowej grupie Pomagamy Lei pojawił się poruszający wpis rodziców dziewczynki:
Mamusiu, tatusiu, dlaczego boli mnie tak strasznie nóżka? Dlaczego z mojej nogi wychodzą dziwne kabelki? Nie chcę tego, to sprawia mi ból.
Nie płacz, kochanie, to dla twojego dobra. Nam też serduszko pęka, gdy Twoje oczy zalewają się łzami.
Nie płacz kochanie, dzięki tym kabelkom nie musisz mieć kolejnych kilku wkłuć, tylko to jedno.
Nie płacz, kochanie, my jesteśmy z Tobą i będziemy robić wszystko, by Twoje oczy wreszcie zaczęły się prawdziwie śmiać.
Podaruj nam swój jeden mały, cudny uśmiech.
Spójrz, kochanie, na tą Armię, to właśnie oni teraz najbardziej walczą o Twoje życie i zdrowie. To dzięki nim jest tak wielka szansa uzbierać te ogromne pieniążki.
Zobaczysz, skarbie, jeszcze będzie pięknie. Obiecujemy Ci to.
Rodzice uruchomili zbiórkę pieniędzy na portalu Siepomaga.pl. 1 maja przed godz. 9.00 zebrano 171,4 tys. zł. Wpłat wciąż przybywa. Brakuje jeszcze około 1 mln 170 tys. zł. Również na Facebooku w grupie Pomagamy Lei ruszyły licytacje, z których dochód zasili koszty leczenia małej mieszkanki Nowego.
a.pudrzynski@extraswiecie.pl
REKLAMA