Po raz ostatni o programie "Mieszkanie za remont" pisaliśmy w listopadzie ubiegłego roku. Wtedy burmistrz Świecia Krzysztof Kułakowski deklarował, że nie jest przeciwnikiem tego pomysłu, ale zanim gmina zacznie o nim poważnie myśleć, trzeba najpierw dokładnie sprawdzić, jak funkcjonuje to rozwiązanie tam, gdzie wprowadzono je w życie.
Pierwsza wizyta studyjna odbyła się w Chojnicach.
– Celowo wybraliśmy miasto porównywalne ze Świeciem – wyjaśnia Sławomir Siemaszko, zastępca burmistrza Świecia. – Przeanalizowaliśmy zasady na miejscu i uznaliśmy, że to nie jest model, który chcielibyśmy powielić. W ciągu trzech lat udało się tam wyremontować tylko 11 lokali.
Taki wynik trudno uznać za sukces.
Stąd pomysł, aby mieszkania za remont były dostępne także dla mieszkańców gminy spoza listy mieszkaniowej, innymi słowy – dla osób osiągających wyższe dochody. Ta planowana zmiana podyktowana jest wydatkami, jakie trzeba będzie ponieść w związku z remontem.
– Skąd rodzina mająca bardziej niskie dochody weźmie 50-80 tys. zł na remont? – zastanawia się Sławomir Siemaszko, który został koordynatorem programu. – Mówimy o lokalach wymagających często generalnego remontu, łącznie z modernizacją ogrzewania. Nie da się tego zrobić zgodnie ze sztuką za kilka czy nawet kilkanaście tysięcy.
Pomysł otwarcia się na mieszkańców gminy Świecie spoza listy mieszkaniowej podoba się Dariuszowi Woźniakowi, radnemu klubu Nasze Świecie Razem.
– Oczywiście nadal mówimy o osobach mających niskie dochody, które tylko w niewielkim stopniu przekraczają limity dające prawo do lokalu z listy – zaznacza Woźniak. – Najważniejsze, żeby ten program ruszył. Zawsze jest możliwość wprowadzenia poprawek, jeśli uznamy, że są one konieczne.
Kolejnym miastem, w którym władze Świecia chcą sprawdzić funkcjonowanie programu, będzie Toruń. Natomiast dyskusję w gronie radnych na temat zasad programu "Mieszkanie za remont" zaplanowano na październik.

