Od niemal dwóch miesięcy w obrębie świeckiej fary prowadzone są prace ziemne związane z planem osuszenia murów. Jako pierwsi pojawili się tam archeolodzy, którzy natknęli się na liczne ludzkie szczątki z rożnych okresów pochówku w sąsiedztwie kościoła. O efektach ich pracy i ciekawych ustaleniach można było się wszystkiego dowiedzieć podczas pikniku archeologicznego (informowaliśmy o tym tutaj).
Teraz wykopami w innej części kościoła zajęła się firma budowlana prowadząca prace, które mają na celu ratowanie świątyni przed zgubnymi skutkami wilgoci.
Dziś, zaledwie metr od murów i 40 cm pod powierzchnią ziemi, natrafiono na pocisk dużego kalibru z czasów drugiej wojny światowej.
- Gdy stało się jasne, że metalowy przedmiot w ziemi to pocisk, natychmiast przerwano prace w tym miejscu – mówi ks. Marcin Wawrzynkowski, proboszcz parafii.
Na miejsce wezwano policję i saperów.
Zaskakiwać może nieco fakt, że na pocisk nie natrafiono podczas odbudowy fary w latach 80. po zniszczeniach z czasów II wojny światowej. Znajdował się on płytko pod powierzchnią ziemi. Nie można jednak wykluczyć, że wiedziano o tym, a faktu tego nie zgłoszono władzom w obawie o to, że roboty zostaną wstrzymane. I to na długie miesiące. Działo się to w trudnych czasach, gdy Kościół nie mógł liczyć na wsparcie ze strony organów państwa.


Ludzkie szczątki i krzyżackie monety. Archeolodzy pokazali znaleziska [wideo]
Archeolodzy badali teren wokół fary, aby ustalić przyczyny zawilgocenia jej murów. Przy okazji odkryli ślady, które pozwalają lepiej poznać historię kościoła i życie dawnych mieszkańców. Efekty prac zaprezentowano podczas niedzielnego festynu.

