Zmiana polityki prywatności

Drogi Użytkowniku,

Chcielibyśmy poinformować, że zaktualizowaliśmy naszą Politykę prywatności. W dokumencie tym wyjaśniamy w sposób przejrzysty i bezpośredni jakie informacje zbieramy i dlaczego to robimy.

Nowe zapisy w Polityce prywatności wynikają z konieczności dostosowania naszych działań oraz dokumentacji do nowych wymagań europejskiego Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO), które będzie stosowane od 25 maja 2018 r.

Informujemy jednocześnie, że nie zmieniamy niczego w aktualnych ustawieniach ani sposobie przetwarzania danych. Ulepszamy natomiast opis naszych procedur i dokładniej wyjaśniamy, jak przetwarzamy Twoje dane osobowe oraz jakie prawa przysługują naszym użytkownikom.

Zapraszamy Cię do zapoznania się ze zmienioną Polityką prywatności.

Close GDPR info

Reklama

Extra Świecie

Imieniny obchodzą:

Grzegorz, Zofia, Felicja
  • zachmurzenie umiarkowane
    Dzisiaj:
    15°C / 7°C
  • słabe opady deszczu
    Jutro:
    16°C / 9°C
  • słabe opady deszczu
    Pojutrze:
    14°C / 10°C
REKLAMA

Joanna Strehlau: Klienci już coraz rzadziej zaglądają do zakładu, aby naprawić zegarek

Andrzej Bartniak
15 sierpnia, 08:56

- Wyraźnie widać, że pewna epoka powoli dobiega końca - mówi z nostalgią Joanna Strehlau. - Dziś klienci wchodzą do zakładu zwykle po to, aby wymienić baterię lub pasek. Naprawy zegarków mechanicznych to już margines naszej działalności.

Joanna Strehlau z teściem Witoldem w zakładzie przy ul. Klasztornej
Fot. Andrzej Bartniak
REKLAMA
REKLAMA

Zakład zegarmistrzowski przy ul. Klasztornej w Świeciu znają chyba wszyscy.

Spacerujący chodnikiem przez całe dziesięciolecia mogli oglądać przez okno wystawowe skupionego przy pracy, z charakterystyczną lupą, Witolda Strehlaua.

Swój warsztat prowadził od 1970 roku.

Potem pałeczkę przekazał swojej synowej Joannie i synowi Tomaszowi.

REKLAMA
REKLAMA

Zwykle jednak za ladą można spotkać Joannę Strehlau, która co prawda z wykształcenia nie jest zegarmistrzem, ale jej umiejętności w zupełności wystarczają do realizacji 90 proc. zleceń.

- Najczęściej wiążą się one z wymianą baterii, paska lub teleskopu - wylicza Joanna Strehlau.

Wbrew pozorom, nie zawsze są to proste czynności. Wiele bateryjek można wymienić samodzielnie, ale są i takie zegarki, które wymagają specjalistycznego sprzętu i umiejętności. Bez tego łatwo coś popsuć.

REKLAMA
REKLAMA

- Co jakiś czas spotykam się z takim przypadkiem, gdy ktoś mając zegarek za 600-700 zł żałuje 15 zł na wymianę baterii u zegarmistrza. Pojawia się w zakładzie dopiero wtedy, gdy okazuje się, że nie potrafi np. go zamknąć. Niedawno pewien pan tak się siłował, że aż pękło szkiełko. Nietrudno się domyśleć, że naprawa nie była tania - wspomina pani Joanna. - Dlatego lepiej nie ryzykować. Zwłaszcza w przypadku, gdy chodzi o stosukowo kosztowny zegarek.

Klienci szukający ratunku dla zegarków mechanicznych stają się powoli rzadkością. Takie zlecenia zdarzają się nie częściej niż raz w miesiącu. Co ciekawe, częściej dotyczą one zegarów wiszących czy bufetowych, czyli stawianych zwykle na komodach, niż naręcznych.

REKLAMA
REKLAMA

- Bardzo często są to pamiątki po rodzicach lub dziadkach, które ze względów sentymentalnych ktoś chce nadal używać - dodaje Witold Strehlau, który regularnie zagląda do warsztatu. - To są zupełnie inne urządzenia, z duszą, które odpowiednio traktowane mogą działać 200 lat, a nawet więcej. Który zegar kwarcowy będzie to potrafił?

Poważną konkurencją dla zegarków są smartfony. Wydawać by się mogło, że przyczynią się do całkowitego unicestwienia zegarków naręcznych. Tak jednak jeszcze długo się nie stanie. Bo zegarek to coś więcej niż urządzenia wskazujące godzinę.

REKLAMA
REKLAMA

- To może być także piękna biżuteria, zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn - zauważa Joanna Strehlau. - Drogi zegarek dyskretnie podkreśla też status jego właściciela. Telefon takiej mocy nie ma.

Jest jeszcze jeden fenomen związany z zegarkami mechanicznymi. Rzadko się zdarza, aby ktoś tak po prostu wyrzucał je na śmietnik. Duże znaczenie mają tu względy sentymentalne. Nawet jeśli nie działają, leżą w szufladzie lub - w przypadku zegarów wiszących - trafiają do piwnicy czy garażu. Taki los spotkał m.in. popularne niegdyś kukułki.

a [dot] bartniakatextraswiecie [dot] pl

Artykuł powstał we współpracy z zakładem zegarmistrzowskim J. Strehlau.