Małgosia Dittmann z Taszewskiego Pola w gminie Jeżewo przyszła na świat z bagażem, którego nie powinno dźwigać żadne dziecko. Od pierwszych chwil życia przyszło jej zmierzyć się z wieloma poważnymi wadami i ograniczeniami zdrowotnymi. Zamiast beztroskiego dzieciństwa – rehabilitacja, szpitale, operacje i nieustanna walka o każdy, najmniejszy krok naprzód.
- Nasza córeczka urodziła się z licznymi wadami wrodzonymi, w tym: wodogłowiem, dysmorfią twarzoczaszki, niedorozwojem żuchwy, małooczem oraz szczeliną naczyniówki i tęczówki obu oczu - mówią rodzice 17-letniej Małgosi Dittmann.
Dodatkowo stwierdzono u niej bielmo rogówki oraz niedowład czterokończynowy.
- Już w pierwszych dniach życia było jasne, że przed Małgosią długa droga leczenia i specjalistycznej opieki - przyznają rodzice.
Dziewczynka od początku była objęta opieką wielu specjalistów. Uczestniczyła w regularnej rehabilitacji, przeszła kilka operacji, a rodzice każdego dnia robili wszystko, aby zwiększyć jej szanse na sprawniejsze życie. Postępy przychodziły powoli i wymagały ogromnej cierpliwości oraz determinacji.
Dopiero w wieku 3 lat Małgosia zaczęła chodzić. To wydarzenie było dla rodziny wielkim przełomem i dowodem, że nawet małe zwycięstwa mają ogromną wartość. Dziś jednak codzienność wciąż wymaga stałego wsparcia.
Małgosia ma orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu znacznym i wymaga pomocy w podstawowych czynnościach. Z uwagi na problemy ze wzrokiem i słuchem potrzebuje specjalistycznego wyposażenia: do nauki korzysta z powiększalnika i lupy elektronicznej. W poruszaniu się wspiera ją przewodnik oraz biała laska. Ze względu na niedosłuch nosi aparat słuchowy.
Niestety, z czasem doszły kolejne problemy - pojawiły się liczne alergie i astma. To sprawia, że opieka nad Małgosią jest jeszcze bardziej złożona, a koszty leczenia stale rosną.
Choć Małgosia jest dzieckiem, doskonale rozumie swoją sytuację. Wie, że nawet przy największym wysiłku prawdopodobnie nigdy nie będzie w pełni sprawna. To trudna świadomość.
Czasem pojawia się smutek, a niekiedy bunt przeciwko temu, co ją spotkało. W takich chwilach Małgosia znajduje ukojenie w muzyce. To ona daje jej siłę, radość i pozwala na moment zapomnieć o trudnościach. Muzyka stała się jej bezpiecznym światem, w którym może być po prostu sobą.
Talent wokalny rozwija na zajęciach prowadzonych przez Adriannę Balewską.
- Zaczęło się od półkolonii, podczas których zauważyłam, że bardzo lubi śpiewać - wspomina Adrianna Balewska, instruktor w Spółdzielczym Ośrodku Kultury Stokrotka w Świeciu. - Zaproponowałam rodzicom, aby przyprowadzili Gosię na moje zajęcia. I tak to się zaczęło przed pięcioma laty.
Adrianna Balewska chwali swoją podopieczną za pracowitość, ambicję i wielkie zaangażowanie.
- W śpiew wkłada całe serce, widać że jest to dla niej coś naprawdę ważnego - podkreśla. - Uwielbia scenę, a scena ją. Nie marnuje żadnej okazji na występ. Oddaje się swojej pasji w całości.
Rodzice Małgosi marzą o jednym: aby jej przyszłość była możliwie samodzielna i jak najmniej ograniczona przez choroby. Jednak rehabilitacja, terapia, konsultacje specjalistyczne, leki, sprzęty oraz dostosowanie warunków życia to ogromne koszty, których rodzina nie jest w stanie stale udźwignąć samodzielnie.
Dlatego rodzice zwracają się z prośbą o pomoc.
- Wierzymy, że dzięki wsparciu ludzi o dobrych sercach Małgosia będzie mogła nadal się rozwijać, robić postępy i po prostu być szczęśliwym dzieckiem - podkreślają.
- Wszyscy, którzy chcieliby wesprzeć leczenie Małgosi Dittmann i jej walkę o samodzielność mogą to zrobić za pośrednictwem portalu siepomaga.pl pod tym linkiem.

