Były ksiądz Andrzej S. nigdy nie pełnił posługi kapłańskiej w Świeciu, ale często bywa tu widywany, bo pomieszkuje u swojego brata. Zrobiło się o nim głośno po emisji filmu „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego o pedofilii w polskim Kościele.
W latach 1982-87, między 13 a 18 rokiem życia Marek Mielewczyk (jeden z bohaterów filmu) był wykorzystywany seksualnie przez Andrzeja S. w parafii w Kartuzach.
„Co ze mną robił? Wszystko” – mówił Mielewczyk w jednym z wywiadów.
Materiał sfinansowany przez KKW Koalicja Obywatelska PO .N IPL Zieloni
Po latach Mielewczyk założył fundację „Nie lękajcie się”, pomagającej osobom, które były molestowane przez księży. Na co dzień prowadzi gospodarstwo ogrodnicze pod Kartuzami.
Próbował dociekać sprawiedliwości na drodze karnej, ale sprawa się przedawniła. Dwuletnia batalia przed Sądem Okręgowym w Gdańsku zakończyła się nakazem wysłania przez Andrzeja S. pisemnych przeprosin Markowi Mielewczykowi.
Były ksiądz przepraszać jednak nie zamierzał, bo czuje się niewinny. Odwołał się do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku (to samo zrobił Mielewczyk).
REKLAMA
Marek Mielewczyk podkreśla, że czasy, gdy był molestowany przez Andrzeja S., odcisnęły trwały ślad na jego psychice, relacjach z ludźmi, także z najbliższą rodziną. Rozpadło się jego małżeństwo i dwukrotnie próbował popełnić samobójstwo.
To bezprecedensowy wyrok. Sędzia uznała, że w tym przypadku nie obowiązuje przedawnienie. To otwiera drogę do zadośćuczynień dla innych, dorosłych już ofiar pedofilów w sutannach. Sędzia w uzasadnieniu powołała się na nasz film. To dodaje nam paliwa do dalszej pracy dla pokrzywdzonych przez księży – komentuje decyzję gdańskiego Sądu Apelacyjnego Tomasz Sekielski, twórca filmu „Tylko nie mów nikomu” na swoim profilu na Facebooku.