Jechali volkswagenem passatem w stronę Bydgoszczy w odwiedziny do krewnych. Z naprzeciwka ciągnął sznur samochodów. Między nimi znajdował się tir wyładowany drewnem. Niedaleko stacji Orlenu zauważyli nagle wielkie pędzące koło, który oderwało się od ciężarówki. Odbijało się od asfaltu i wzbijało co chwila w powietrze.
- Błyskawicznie zbliżało się w naszym kierunku. To były sekundy. Nie miałam czasu na jakąkolwiek reakcję. Nagle huk miażdżonego metalu i dym spod maski. Za nami jechała kobieta, która widziała, jak to koło w nas uderzyło. Opowiadała, że odbiło się od naszego auta w górę i poleciało gdzieś w pole – wspomina pani Dorota, która tego feralnego „trzynastego” siedziała za kierownicą passata.
REKLAMA
Co czuje osoba, która widzi, jak w jej stronę zmierza „pocisk” takich rozmiarów?
- Strach, zaskoczenie i niedowierzanie. Jedzie człowiek spokojnie i nagle widzi w powietrzu koło… I ten lęk, gdzie uderzy… Mieliśmy dużo szczęścia, że rąbnęło w maskę, a nie w szybę, bo nie wiem, co by się z nami stało – pani Dorota przyznaje, że nadal jest roztrzęsiona, kiedy wspomina wydarzenia sprzed tygodnia.
Przyjechało pogotowie, ale na szczęście u kobiety skończyło się na kilku siniakach. Podróżujący z nią mężczyzna uskarżał się na ból kręgosłupa i klatki piersiowej. To efekt szarpnięcia w pasach podczas kolizji.
- Mieliśmy je założone, bo w przeciwnym razie nie skończyłoby się pewnie tylko na siniakach i drobnych dolegliwościach – prognozuje kobieta.
REKLAMA
Najbardziej boli ich to, że kierowca ciężarowego mercedesa nie podszedł do nich i nawet się nie zainteresował, czy są cali. Spokojnie czekał na przyjazd policji.
- Chcielibyśmy natomiast podziękować strażakom z OSP Gruczno, bo wspaniale się spisali oraz pani, która była świadkiem całego zdarzenia – podkreśla pani Dorota. - To ona wezwała pogotowie, policję i straż pożarną. Bardzo nam pomogła, bo byliśmy w takim szoku, że przez pewien czas nie mogliśmy zebrać myśli. Wiemy tylko, że uczy w jednej ze szkół w Świeciu i ma na imię Monika.
Pani Dorota i pan Józef mieli samochód dopiero od dwóch miesięcy. Uszkodzenia są na tyle duże, ze nadaje się już tylko do kasacji.
REKLAMA|
Oboje od lat jeżdżą tą trasą z Wąbrzeźna, gdzie mieszkają, w okolice Bydgoszczy w odwiedziny do krewnych. Ostatni piątek, trzynastego, zapamiętają na długo.
Wobec kierowcy tira nie wyciągano żadnych konsekwencji.
- Urwanie koła w trakcie jazdy to zdarzenie losowe, za które trudno winić kierowcę, dlatego nie został on ukarany mandatem – informuje podkom. Joanna Tarkowska, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Świeciu.
a.pudrzynski@extraswiecie.pl