Na profilu OSP Gruczno pojawił się pełen emocji wpis będący relacją z działań, jakie miały miejsce 8 czerwca.
Wezwanie o pomoc wpłynęło około godz. 2.30 w nocy. Chwilę wcześniej Jan Chudzinski, sołtys Gruczna, rozpoczął walkę o życie swojej żony.
- Ocknąłem się w środku nocy i zauważyłem, że z żoną dzieje się coś niepokojącego - mówi Jan Chudzinski. - Najpierw próbowałem ją delikatnie obudzić, ale nie reagowała. Zauważyłem, że sinieją jej usta. To był znak, że jest problem z krążeniem. Nie namyślając się wiele, rozpocząłem resuscytację. Wiedziałem, że nie ma chwili do stracenia.
Krótko po telefonie pod numer alarmowy 112 w domu sołtysa zjawiło się dziewięciu druhów z OSP Gruczno.
- Byłem pod wielkim wrażeniem - podkreśla. - W końcu była 2.30 w nocy, a oni nie dość, że natychmiast obudzili się na dźwięk alarmu, to jeszcze błyskawicznie się ubrali i przyjechali do mnie.
Jak jednak podkreślają druhowie w poście na Facebooku, to już dobrze utrwalony schemat.
Nie było czasu na kalkulacje ani wahanie. Liczyło się tylko i wyłącznie działanie. Każdy z nas miał w głowie jeden cel – jak najszybciej dotrzeć na miejsce i pomóc. Liczyła się każda sekunda, bo gdzieś właśnie trwała walka z czasem o ludzkie życie - czytamy na profilu OSP Gruczno.
Po przybyciu na miejsce, do czasu pojawienia się Zespołu Ratownictwa Medycznego, druhowie sprawnie prowadzili działania ratownicze. Chociaż sami chwalą przede wszystkim postawę sołtysa i jego bliskich.
Dziś możemy powiedzieć to głośno – ogromne słowa uznania należą się najbliższym, którzy mimo niewyobrażalnie trudnej sytuacji potrafili zachować zimną krew. Wiedzieli, jak działać w tych pierwszych, najważniejszych chwilach. Wezwali pomoc, rozpoczęli działania ratunkowe i prawidłowo przekazali informacje do Centrum Powiadamiania Ratunkowego 112 mimo emocji, których nikt z nas nie chciałby nigdy doświadczyć - napisali.
Pani Żaneta, żona Jana Chudzinskiego, przebywa w jednym z bydgoskich szpitali. Gorzką pigułką w tej historii jest fakt, że stracono sporo czasu, zanim udało się znaleźć szpital gotowy przyjąć pacjentkę w takim stanie. W jednych nie było wolnych miejsc, a w innych odpowiedniego sprzętu.
- Na szczęście najgorsze chyba już za nami - mówi z ulgą Jan Chudzinski. - Żona odzyskała świadomość. Lekarze, którym także jestem wdzięczny za opiekę, próbują ustalić, co wywołało stan, w jakim się znalazła. Dziękuję opatrzności i strażakom za uratowanie życia mojej żony - dodaje poruszony.

