Do końca lat 90. Duży Rynek był niekwestionowanym centrum Świecia. To w jego okolicy najprężniej rozwijały się handel i usługi. Tu przez dziesięciolecia koncentrowało się życie miasta.
Tu robiono zakupy, spotykano się i bawiono. Spróbujemy przypomnieć sobie dawne sklepy, lokale gastronomiczne i punkty usługowe.
Zacznijmy od tzw. "słodkiej dziurki". Świecianie często wskazują dwie zupełnie różne lokalizacje. Dlaczego tak się dzieje?
- Wynika to z tego, że pierwsza "słodka dziurka" znajdowała się przy ul. 10 Lutego - mówi Teresa Sarnecka, która pracowała w tym sklepie. - Oprócz słodyczy w asortymencie były też inne produkty spożywcze. Potem sklep przeniesiono na plac 1 Maja, czyli dzisiejszy Duży Rynek. Tam sprzedawałyśmy już tylko słodycze, alkohol i kawę.
Nie wiadomo, z czego to wynikało, ale żaden sklep spożywczy nie roztacza dziś tak obezwładniająco przyjemnej woni, jaka w latach 80. unosiła się w "słodkiej dziurce".

W jej niedalekim sąsiedztwie, na skrzyżowaniu z ul. Batorego, znajdował się bar mleczny - jeden z wielu podobnych lokali działających w czasach PRL-u. Serwowano tam przede wszystkim niedrogie dania mleczne i jarskie. Jadło się szybko, tanio i pożywnie. Gdy bar zakończył działalność, jego miejsce zajął Maktronik. To właśnie tam wielu mieszkańców kupiło swój pierwszy kolorowy telewizor, magnetowid czy kamerę VHS. Później lokal zajął Polfrost. Dziś znowu działa w tym miejscu bar.

Kolejnym ważnym punktem był sklep obuwniczy, którego nikt nie nazywał inaczej niż "Bata". Nazwa nawiązywała do znanej i popularnej niegdyś marki obuwniczej, wywodzącej się z czeskiego Zlina. Przed II wojną światową wyroby Baty cieszyły się w Polsce dużą popularnością. Buty tej firmy sprzedawano także w Świeciu.

W lokalu, w którym dziś działa Platan, przez wiele lat mieściła się drogeria. Za nią znajdował się sklep RTV, w którym wybór towarów zwykle był mocno ograniczony. Poszukiwane magnetofony czy wzmacniacze docierały tam dość rzadko. W 1991 roku do lokalu wprowadziła się firma Fotus, która działała w tym miejscu do końca 2020 roku. Niestety, była jedną z wielu firm, które stały się ofiarami ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa.


Za Fotusem mieściła się kolejna drogeria, a dalej Cepelia. Przy skrzyżowaniu ulic 10 Lutego i Batorego działał zakład fryzjerski. W tym samym ciągu znajdował się popularny Słoń - sklep z odzieżą dziecięcą i młodzieżową. Wyróżniał go barwny neon w kształcie słonia.



Jednym z dwóch stałych punktów tej części miasta jest zakład fotograficzny rodziny Sarneckich. W obecnej lokalizacji działa od 1968 roku. Wcześniej mieścił się w lokalu, w którym później powstał bar mleczny. Rodzinny interes założył Zygmunt Sarnecki, a następnie kontynuował go jego syn Henryk. Obecnie firmę prowadzi Teresa Sarnecka.

Parter kolejnej kamienicy zajmował sklep z odzieżą dla dorosłych. Róg ulic 10 Lutego i Kopernika to z kolei miejsce, w którym przez dekady spotykali się zarówno miłośnicy literatury, jak i ci, którzy przed rozpoczęciem roku szkolnego musieli kupić podręczniki. Księgarnia oferowała wówczas także płyty winylowe - innych płyt nie było - oraz kasety magnetofonowe. Niestety, tytuły atrakcyjne z punktu widzenia młodzieży raczej do Świecia nie docierały. W stałej ofercie były przede wszystkim nagrania Chopina i zespołu Mazowsze.

Niewątpliwie najważniejszym punktem na handlowej mapie miasta był dom towarowy. Jak na tamte czasy zachwycał przestronnością. Idąc dalej w górę rynku, mijało się kolejno drogerię, sklep SAM i kino.






Na końcu tej pierzei znajdowała się Pomorzanka. Była to przede wszystkim kawiarnia, choć oprócz kawy i herbaty znacznie częściej pito tam mocniejsze trunki. Do południa większość stolików zajmowały kobiety, które spotykały się na ploteczkach. Po południu ich miejsce zajmowali mężczyźni. Szczególną sławą cieszyła się tzw. wnęka, którą upodobali sobie miejscowi dygnitarze partyjni. Tam, z dala od wścibskich oczu, mogli spokojnie biesiadować.

Zanim jeszcze na dobre rozwinęły się pierwsze prywatne sklepy, a później także w pierwszych latach ich funkcjonowania, drobni kupcy zajmujący się handlem obwoźnym, opanowali rynki i ryneczki miast i wsi, oferując, co tylko dusza zapragnie. Dominowały towary, a często zwykłe podróbki z Turcji, Chin, Tajwanu i Korei Południowej, bo krajowy przemysł nie był w stanie nadążyć za popytem.
W 1990 r. nie było chyba miasta, miasteczka i większej wsi, w której nie pojawiłyby się blaszane "szczęki", kryte brezentem małe stoiska czy po prostu zwykłe leżaki z towarem rozłożonym pod chmurką. Nie inaczej było na Dużym Rynku w Świeciu.


