Jeszcze rok temu mało kto znał pojęcie diety planetarnej. Dziś wiele osób dyskutuje o tym, jak na dzieci może wpłynąć zwiększenie ilości warzyw i owoców w ich codziennym jadłospisie.
Intencją Ministerstwa Zdrowia była zmiana proporcji na talerzu, która ma przynieść korzyści zarówno zdrowiu, jak i środowisku.
Mniej mięsa, więcej warzyw
Od początku nowego roku szkolnego elementy diety planetarnej, opartej przede wszystkim na warzywach, owocach, produktach pełnoziarnistych, roślinach strączkowych i orzechach, mają być bardziej obecne w żywieniu dzieci w szkołach i przedszkolach. Nie oznacza to jednak rezygnacji z mięsa, ryb, jaj czy nabiału. Ich udział ma być jedynie mniejszy. Dotyczy to zwłaszcza mięsa.
Mimo gorących dyskusji, prowadzonych głównie w internecie, w szkolnych stołówkach w Świeciu na razie nie widać masowych rezygnacji z obiadów.
- Na 400 uczniów z obiadów korzysta 280 - mówi Łukasz Kempiński, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Świeciu. - To około 20 osób mniej niż w ubiegłym roku szkolnym. Myślę, że ta niewielka różnica wynika nie tyle ze zmian w jadłospisie, ile ze spadku liczby uczniów. Odeszły dwie dość liczne klasy ósme, a nabór do klas pierwszych był mniejszy niż zwykle.
Jak przekonuje dyrektor, wbrew doniesieniom medialnym jedzenie w jego szkole nie ląduje w koszu.
- Dla niektórych uczniów pewne dania są nowością, ale nie oznacza to, że nie chcą spróbować czegoś innego - podkreśla. - Zwłaszcza że powinno to służyć ich zdrowiu. Zresztą panie kucharki starają się, aby obiady były jak najsmaczniejsze.
Zwolenniczką zmian w sposobie odżywiania dzieci i młodzieży jest dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Świeciu.
Chipsy i słodki napój na śniadanie
- Niestety zdarzają się rodzice, którzy za właściwe śniadanie dla dziecka uznają chipsy i słodki napój gazowany - zauważa dyrektor Katarzyna Jędrzejczyk. - Wszyscy widzimy, jak opłakane są tego skutki. Zwłaszcza gdy te błędy żywieniowe połączymy z brakiem ruchu.
Dyrektor podkreśla, że w "jedynce" w zasadzie obyło się bez dyskusji na temat nowych zasad żywienia. Złożyły się na to dwa powody.
- Po pierwsze, nasza kuchnia już od dłuższego czasu proponowała obiady wpisujące się w nowe wytyczne - zaznacza. - Za sprawą owoców i warzyw na talerzach od dawna było kolorowo. Po drugie, z wyprzedzeniem szczegółowo informowaliśmy rodziców o zmianach, które nastąpią w jadłospisie. U nas nie było żadnej rewolucji, tylko kolejny etap ewolucji.
Weź udział w naszej sondzie poniżej

