- Mam wrażenie, że naszym miastem zaczynają rządzić bandyci i wandale - irytuje się pan Przemysław. - Bo jak inaczej rozumieć to wszystko, co dzieje się w ostatnim czasie w Świeciu?
Oburzenie czytelnika wywołał m.in. długi na ponad 20 metrów napis, który pojawił się na całej szerokości garaży przy ul. Żwirki i Wigury. Wymalowane sprayem hasło brzmi: "Bandyckie Świecie".
Obok widnieje herb jednego z klubów piłkarskich.
- W podobny sposób oznaczono też garaże przy al. Jana Pawła II oraz na stadionie Wdy - dodaje pan Przemysław.
W przypadku dewastacji prywatnego mienia obowiązek zgłoszenia sprawy odpowiednim służbom spoczywa na właścicielach. Jeśli tego nie zrobią, nikt z urzędu nie podejmie interwencji.
Inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby sprawców udało się zatrzymać na gorącym uczynku - jednak w praktyce jest to bardzo trudne.
Nagrania z monitoringu również nie zawsze okazują się pomocne. Poza słabą jakością obrazu, chuligani często zakładają kaptury, kominiarki albo ubierają się w sposób utrudniający identyfikację. Działają najczęściej pod osłoną nocy.
W efekcie skuteczne wykrycie sprawców zależy głównie od zeznań świadków. Problem w tym, że mieszkańcy nie zawsze chcą współpracować.
Niedawno przekonali się o tym strażnicy miejscy, którzy próbowali ustalić osoby odpowiedzialne za zniszczenie leżaków przy ul. Kazimierza Wielkiego w czasie świąt. O sprawie, która wywołała oburzenie mieszkańców, pisaliśmy w Extra Świecie.
- Strażnicy chodzili od mieszkania do mieszkania i rozpytywali o ten incydent – mówi Łukasz Chareński, komendant Straży Miejskiej w Świeciu. - Większość twierdziła, że nic nie widziała. Jednak dwie osoby przyznały, że zauważyły młodych ludzi, którzy prawdopodobnie są za to odpowiedzialni.
Gdy strażnicy poprosili o rysopis, świadkowie odmówili. - Usłyszeliśmy, że nie będą na nikogo kapować. Jak w takich warunkach można skutecznie działać? - pyta komendant.




