Komuś bardzo zależy na tym, aby zwrócić na siebie uwagę. Świadczą o tym ostatnie akty wandalizmu z ogniem w roli głównej. Sekwencja pożarów pojemników na odpady zaczęła się w nocy z 26 na 27 marca.
– O godz. 0.24 wpłynęło zgłoszenie o palącym się śmietniku przy ul. Witosa w Świeciu – informuje st. asp. Marcin Klemański ze świeckiej straży pożarnej.
Trzy dni później, 30 marca, sytuacja powtórzyła się, z tą różnicą, że podpaleń było więcej.
Pierwszy poniedziałkowy alarm związany z pożarem na osiedlu Marianki rozległ się o godz. 22.58. Paliło się przy ul. Wojska Polskiego 67b. Ogień zauważono ponownie o godz. 23.39. Tym razem mieszkańcy wskazali pojemniki przy ul. Jana Pawła II. Trzeci incydent miał miejsce o godz. 1.54 we wtorek. Ponownie strażacy interweniowali przy ul. Wojska Polskiego.
Podpalano zarówno dzwony na papier, kontener na tekstylia, jak i pojemnik na odpady bio. Co na to policja?
– Na razie nie otrzymaliśmy żadnego oficjalnego zgłoszenia w tej sprawie. Wiemy o nich dzięki mieszkańcom, którzy informowali dyżurnego o kolejnych pożarach – mówi mł. asp. Małgorzata Frukacz, p.o. oficera prasowego Komendy Powiatowej Policji w Świeciu.
O tych karygodnych aktach wandalizmu wczoraj dowiedział się także prezes ZUK. To właśnie do tej spółki należą spalone dzwony na makulaturę.
– Nawet nie wiadomo, jak to skomentować – ubolewa Jacek Kliczykowski, prezes Zakładu Usług Komunalnych w Świeciu. – Co trzeba mieć w głowie, żeby robić takie rzeczy? Przecież ogień mógł się przenieść na zaparkowane w pobliżu samochody.
Dla ZUK-u, który użycza administratorom budynków pojemniki na odpady, to konkretna strata. Nowy dzwon do zbiórki makulatury kosztuje około 2200 zł.





WIDEO Przy zamku powstaje strefa rekreacji i wypoczynku
SONDA EXTRA ŚWIECIE

