Futsal Świecie w kolejnym już meczu potrafił zaskoczyć przeciwnika na samym początku. Już w ósmej sekundzie Piotr Kaczkowski wypatrzył Tavo, a Brazylijczyk otworzył wynik spotkania.
Zaczęło się więc idealnie dla Świecian, którzy w kolejnych minutach, podobnie jak w ostatnim meczu u siebie z Lesznem, nieco się wycofali, przyjmując gości na własnej połowie, choć stworzyli jeszcze jedną okazję, w której bramkarza gości strzałem głową próbował zaskoczyć Czyszek.
Taka taktyka długo okazywała się skuteczna, bo Wrocławianie głównie próbowali strzałów zza pola karnego. W 6. minucie groźnie uderzał Caio Dos Santos, a chwilę później dwukrotnie próbował zaskoczyć Jose Antonio Fernandez, ale wszystkie strzały padały łupem Bartka Piotrowskiego, który w pierwszej połowie miał sporo pracy, ale popisywał się samymi udanymi interwencjami.
W 11. minucie Mrówczyński zagrał do Inacio, a ten jednym zwodem minął dwóch rywali i wydawało się, że strzeli drugiego gola, ale nieczysto trafił w piłkę i w rezultacie fatalnie przestrzelił.
Gospodarze nieco bardziej przycisnęli w końcówce pierwszej połowy. Zawodnicy Śląska na niecałe pięć minut przed końcem złapali już piąte przewinienie i w przynajmniej dwóch sytuacjach doszło do akcji na pograniczu karnego przedłużonego, ale ostatecznie Śląsk wytrzymał presję, mimo bardziej zdecydowanych ataków ze strony Futsalu Świecie.
Druga połowa rozpoczęła się fatalnie dla podopiecznych Marcina Mikołajewicza, bo już 38 sekund po wznowieniu gry do wyrównania doprowadził najlepszy aktualnie strzelec Fogo Futsal Ekstraklasy – Lion Ribeiro.
Świecianie mogli szybko odpowiedzieć. Elsner ograł dwóch zawodników, świetnie odegrał do Zaręby, ale ten w pełnym biegu uderzył mocno, ale niecelnie. Z drugiej strony boiska po kilkudziesięciu sekundach doszło do nieporozumienia Czyszka z Piotrowskim, które próbował wykorzystać Dawid Witek, ale jego strzał lobem minął poprzeczkę bramki Futsalu Świecie.
Witek poprawił się w następnej akcji, gdy świetnie wyparzył wychodzącego na czystą pozycję Joselito, a ten huknął w samo okienko, nie dając szans Piotrowskiemu.
W kolejnych minutach gospodarze za wszelką ceną próbowali wyrównać. Bliscy zdobycia bramki byli Piotr Kaczkowski i Tavo, ale bardzo dobrze bronił Kamil Izbiański. Zarówno kapitan "Panter" jak i Luiz Gustavo Santiago Przybyszeweski byli bardzo aktywni z przodu, ale Wrocławianie dobrze się bronili mając przy tym sporo szczęścia.
Wynik próbował również ratować Krzysztof Elsner, który również miał swoją sytuację w 34. minucie po indywidualnym rajdzie, ale również nie zdołał skierować piłki do bramki.
Gdy wydawało się już, że bramka wyrównująca wisi w powietrzu Caio Dos Santos zagrał niemal przez całe boisko do Liona Ribeiro, a ten sprytnym strzałem zdobył swoją drugą bramkę w tym meczu, umacniając się jeszcze bardziej na czele klasyfikacji strzelców Fogo Futsal Ekstraklasy.
Na niecałe trzy minuty przed końcem, trener Mikołajewicz wycofał jeszcze bramkarza, nakazując założyć plastron Czyszkowi, ale mimo prób Świecianom nie udało się odrobić choćby jednej bramki i wynik nie uległ już zmianie.
Jedynym pocieszeniem dla Kibiców w Świeciu pozostaje fakt, że swoje mecze przegrali również dwaj pozostali rywale w walce o otrzymanie, drużyny z Opola i Łodzi, a Bochnia ugrała tylko lub aż jeden punkt w Warszawie. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatnie trzy kolejki będą w Świeciu nerwowe, choć nadal terminarz pozwala patrzeć fanom "Świeckich Panter" z lekkim optymizmem w przyszłość.
Futsal Świecie – Jaxan Śląsk Wrocław 1:3 (1:0)
Bramki: Tavo 1’, Lion Ribeiro 21’, 34’, Joselito 25’
Żółte kartki: Tavo, Elsner (Świecie), Herterich, Dasaiev, C. Santos (Wrocław)

