Mieszkańcy kamienicy przy Wojska Polskiego nie chcą sąsiedztwa nowego zakładu pogrzebowego

- Takie protesty mogą wynikać tylko z niewiedzy, albo zwykłej ludzkiej złośliwości. Przecież tego typu działalność nie wiąże się z żadną uciążliwością - przekonuje Adam Socha, który planuje budowę chłodni na zwłoki i kaplicy pożegnalnej.

zakald-pogrzebowy

 

EKLAMA

Chłodnia na zwłoki i kaplica miałyby powstać na terenie po zburzonym niedawno domu przy ul. Wojska Polskiego w Świeciu, w pobliżu budynku Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji.

Do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Starostwie Powiatowym w Świeciu wpłynął jednak protest, pod którym podpisali się mieszkańcy kamienicy przy ul. Wojska Polskiego 137 w Świeciu.

Sprzeciwiają się oni planom, jakie wobec działki sąsiadującej z budynkiem ma właściciel zakładu pogrzebowego. Jako jeden z argumentów na "nie" podają bliskie sąsiedztwo kominów wentylacyjnych kamienicy z budynkiem zakładu.

Zdaniem właściciela terenu, wszelkie obawy są nieuzasadnione.

REKLAMA


- Tego typu działalność nie wiąże się z żadną uciążliwością dla sąsiednich nieruchomości - podkreśla Adam Socha. - Nie ma żadnych hałasów, przykrych zapachów ani niczego, co mogłoby pogorszyć warunki życia w tym miejscu. Konkurencyjny zakład przy ul. 10 Lutego znajduje się naprzeciwko przedszkola. Tam nikomu to nie przeszkadza. Dlaczego tu jest inaczej? Pomijam już fakt, że na moją działkę nie wychodzi ani jedno okno tej kamienicy. Być może daje o sobie znać strach przed śmiercią i wszystkim tym, co się z tym wiąże - zastanawia się Adam Socha.

Nie jest wykluczone, że obawy mają pewien związek z plotką, że na działce powstanie spopielarnia zwłok. To jednak nierealne. Na prowadzenie tego typu działalności można dostać zgodę tylko i wyłącznie na obrzeżach miasta, z dala od zabudowań.   

Jednocześnie przeciwnicy planów inwestycyjnych Sochy zwracają uwagę na fakt, że przedsiębiorca otrzymał zgodę na przebudowę istniejącego budynku, a nie na budowę nowego.
REKLAMA

- To prawda, ale w momencie rozbiórki piętra okazało się, że parter, który miał pozostać, jest w tak fatalnym stanie, że nie nadaje się do użytku - tłumaczy Adam Socha. - Musieliśmy zburzyć całość. Innego wyjścia nie było.

Tym, czy faktycznie złamano przepisy i czy prawo do podjęcia takiej decyzji miał inwestor, ma się zająć nadzór budowlany, gdzie trafiła skarga. Na razie nie wyznaczono terminu kontroli. Od jej ustaleń zależeć będzie dalszy los inwestycji.

a.bartniak@extraswiecie.pl
REKLAMA

Udostępnij

Wybrane dla Ciebie

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors