Stara przystań kajakowa w Żurze to miejsce niezwykle urokliwe. Mimo to przez wiele lat pozostawała nieco zapomniana, co odbiło się dość mocno na kondycji m.in. drewnianego hangaru, w którym przechowywano kajaki i inny sprzęt.
Przed pięcioma laty obiektem zainteresował się Jacek Otremba.
- Zacząłem od sprzątania - wspomina. - W środku była masa śmieci. Budynek nie był zabezpieczony i każdy mógł do niego wejść. Uznałem, że trzeba się tym zająć, bo szkoda byłoby, żeby popadało to w ruinę. To w końcu kawałek naszej lokalnej historii.
W tym miejscu pojawia się pierwszy problem. Jacek Otremba nikogo nie powiadomił o tym, że został samozwańczym opiekunem przystani.
Przekonuje jednak z pełną stanowczością, że władze gminy Osie o tym wiedziały.
- W pobliżu mieszkają sołtys i jeden z radnych - tłumaczy. - Było powszechnie wiadomo, że staram się ożywić to miejsce. Organizowałem ogniska, spływy kajakowe i inne spotkania - wylicza. - Nikt ani razu nie sygnalizował, że coś jest nie tak. Wydawało mi się, że robię coś dobrego dla lokalnej społeczności.
Jacek Otremba miał świadomość, że brak jakiegokolwiek formalnego porozumienia z gminą jest pewnym problemem, ale nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
W grudniu 2025 roku okazało się, że ktoś zmienił kłódkę na drzwiach wejściowych.
Otremba nie mógł dostać się do środka. Kilkukrotnie spotykał się z urzędnikami z Osia, aby wyjaśnić sytuację, a w zasadzie odzyskać swobodny dostęp do hangaru. Wiele jednak wskazuje na to, że o porozumienie w tej sprawie może być trudno. Dlaczego?
Należałoby zacząć od tego, że właścicielem nieruchomości jest Enea. Gmina Osie dzierżawi tę przystań. To w dużej mierze tłumaczy, dlaczego nie przeprowadzano tam większych remontów. Ostatni wiązał się z naprawą dachu.
- Bez tego pewnie by się to już zapadło - mówi Michał Grabski, wójt gminy Osie.
Zgodnie z umową gmina nie może nikomu podnajmować tego miejsca ani czerpać korzyści finansowych z jego użytkowania. Może jednak przekazać je komuś pod opiekę. Wybór padł na Oskie Pantery, stowarzyszenie działające na rzecz rozwoju kultury fizycznej.
- Jakiekolwiek pretensje pana Otremby są całkowicie nieuzasadnione - przekonuje wójt. - Zajął i przez kilka lat użytkował przystań, do której nie ma żadnego prawa. Mogę zrozumieć, że związał się z nią emocjonalnie, bo to piękne miejsce, ale nie jest jego. Nie ma do niego żadnego prawa.
Jacek Otremba jednak nie odpuszcza i pyta, dlaczego na opiekuna wyznaczono Oskie Pantery, a nie jego, chociaż powszechnie było wiadomo, że działał na rzecz tej przystani.
- Bardzo trudno byłoby uzasadnić taki wybór - przekonuje Michał Grabski. - Z jednej strony mamy mieszkańca, który nie ma żadnych konkretnych planów i po prostu chciałby tam wypoczywać, a z drugiej strony jest bardzo aktywne stowarzyszenie, które stale zyskuje nowych członków. Najprościej byłoby, gdyby pan Otremba zapisał się do Oskich Panter – wtedy dalej mógłby tam gościć, ale na to się raczej nie zanosi - dodaje wójt.


