Przeciwnicy obowiązkowych szczepień uważają, że substancje zawarte w szczepionkach są bardziej szkodliwe dla zdrowia niż same choroby, przed którymi mają chronić. Przywoływane są argumenty, że szczepionki zawierają rtęć, aluminium i formaldehyd – substancje o toksycznym działaniu i negatywnych skutkach ubocznych dla zdrowia. Wielu z nich jest przekonanych, że to właśnie szczepionki są odpowiedzialne za wzrost liczby przypadków autyzmu wśród dzieci.
Stojący pod drugiej stronie barykady lekarze przekonują, że dzięki szczepieniom praktycznie całkowicie wyeliminowano wiele niebezpiecznych dla zdrowia i życia chorób. Dzięki dobremu programowi szczepień ochronnych zlikwidowano lub ograniczono występowanie polio, odry, różyczki czy tężca noworodkowego.
REKLAMA
Spór jest jednak ostry i z każdym rokiem przybiera na sile. Najlepszym tego potwierdzeniem jest rosnąca liczba rodziców, którzy uchylają się od szczepień swoich dzieci. Widoczne jest to zwłaszcza w dużych miastach.
Zapewne na fali medialnych doniesień radny Adam Cieślak poruszył ten temat na ostatniej sesji. Jednocześnie zaproponował, aby warunkiem przyjęcia dziecka do żłobka miejskiego było posiadanie obowiązkowych szczepień.
Niestety, nie dowidział się, jak w liczbach wygląda skala tego problemu w gminie Świecie, bo nikt nie był przygotowany na takie pytania.
REKLAMAPostanowiliśmy to sprawdzić.
- W 2018 r. na 1 029 zaszczepionych dzieci odnotowaliśmy 8 przypadków, w których rodzice uchylali się od szczepień - wylicza Beata Sternal-Wolańczyk, dyrektor Miejsko-Gminnej Przychodni w Świeciu. - W tym roku, na koniec października, takich przypadków było 13. Możemy więc uznać, że problem jest marginalny. Co ważnie, często nie wynika on z przekonań rodziców, ale zwykłego lenistwa. Najlepszym tego przykładem była pewna matka kilkanaściorga dzieci, która nie przyjeżdżała na szczepienia, bo mówiła, że nie ma transportu.