To miała być zwykła umowa najmu. Nasz Czytelnik wynajął ponad 60-metrowe mieszkanie przy ul. Wojska Polskiego w Świeciu kobiecie wychowującej troje dzieci.
Lokal był niedawno wyremontowany i wyposażony w nowe meble. Jak relacjonuje właściciel, kobieta od początku sprawiała wrażenie osoby wiarygodnej i wzbudzała zaufanie. Większość kosztów najmu oraz utrzymania mieszkania pokrywał Ośrodek Pomocy Społecznej.
Jak twierdzi Czytelnik, problemy zaczęły się już wkrótce po podpisaniu umowy.
– Najpierw lokatorka sprowadziła dużego wilczura. Sama praktycznie nie bywała w mieszkaniu, więc pies godzinami szczekał i wył. Sąsiedzi zaczęli składać skargi – opowiada.
Z czasem pojawiły się również zaległości w opłatach dotyczących tej części należności, którą miała regulować sama lokatorka.
Równocześnie – jak relacjonuje właściciel – policja zaczęła otrzymywać zgłoszenia od zaniepokojonych sąsiadów dotyczące sytuacji dzieci. Według mieszkańców ich matka często nie przebywała w domu, a opiekę nad dziećmi sprawowali głównie dziadkowie.
Przełomowym momentem było spotkanie właściciela z pracownicami Ośrodka Pomocy Społecznej oraz lokatorką w wynajmowanym mieszkaniu.
– Kiedy wszedłem do środka, złapałem się za głowę. W mieszkaniu panował niewyobrażalny bałagan. Meble i sprzęt były zniszczone, a podłogi oraz ściany pokrywały psie odchody. Tego nie da się opisać – mówi.
Właściciel wypowiedział umowę najmu. Jak podkreśla, lokal wymaga obecnie gruntownego remontu, aby ponownie nadawał się do zamieszkania.
Sprawa nabrała rozgłosu po tym, jak żona Czytelnika opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcia zniszczonego mieszkania, podając imię byłej lokatorki.
– Wtedy okazało się, że ta pani jest dobrze znana w Świeciu, a osób, których mieszkania miała doprowadzić do podobnego stanu, jest więcej – twierdzi właściciel.
Pretensje kieruje także adresem Ośrodka Pomocy Społecznej.
– Mam żal, że mimo sygnałów od mieszkańców nadal dopuszcza się do sytuacji, w której dzieci wychowują się w takich warunkach. Są przerzucane między matką a dziadkami, mieszkają w lokalach doprowadzonych do ruiny. Dlaczego OPS nie reaguje? Dlaczego z publicznych pieniędzy opłacane są mieszkania, które są niszczone, a jednocześnie nikt nie reaguje na warunki, w jakich wychowują się dzieci? – pyta Czytelnik.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami w zakresie ochrony danych osobowych Ośrodek Pomocy Społecznej w Świeciu nie może udzielić szczegółowych informacji na temat rodziny.
- Potwierdzam, że rodzina znajduje się w kręgu zainteresowania Ośrodka Pomocy Społecznej w Świeciu - mówi Sylwia Kryszak, kierowiczka OPS. - Pracownicy Ośrodka systematycznie monitorowali środowisko rodzinne oraz podejmowali działania zgodnie z posiadanymi kompetencjami. Nadmieniam, że właściciel mieszkania miał świadomość z jakiego źródła pochodzą środki finansowe, które otrzymywał tytułem opłaty czynszu za mieszkanie.
Jak przekonuje kierowniczka, pracownicy tutejszego ośrodka byli również w kontakcie z właścicielami mieszkania m.in. umożliwili doręczenie wypowiedzenia umowy najmu. W trakcie wizyt pracowników ośrodka w miejscu zamieszkania rodziny wynajmowany lokal był w stanie dobrym, nie zauważono śladów dewastacji.
- Dla pracowników Ośrodka Pomocy Społecznej najważniejsze jest zawsze dobro małoletnich dzieci, które zostało im zapewnione - zaznacza Sylwia Kryszak. - Żaden z pracowników Ośrodka Pomocy Społecznej w Świeciu nie odpowiada za poczynione szkody. W odpowiedzi na pojawiające się w przestrzeni publicznej pytania „Czym (…) zajmuje się opieka” nadmieniam, że podejmowanie prawnych kroków oraz egzekwowanie zapisów umowy najmu leży w gestii Wynajmujących, a nie Ośrodka Pomocy Społecznej.
Niestety informacji na temat interwencji w rodzinie nie może udzielić policja. Rzecznik świeckiej komendy zapewnia, że zabraniają tego przepisy w zakresie ochrony danych osobowych.
- To prywatne sprawy dwóch osób - mówi mł. asp. Małgorzata Frukacz z Komendy Powiatowej Policji w Świeciu. - Właściciela mieszkania i najemcy.
Pod postem żony Czytelnika głos zabrały osoby, które miały nieszczęście wynająć lokal tej samej osobie.
"U mnie poza dewastacją i zaległościami w czynszu na ponad pół roku, zniknęła też pralka, wymienić musiałem okno, a jak ruszył sezon grzewczy wszystkie kaloryfery siknęły i zalały sąsiada - wykręcono malutkie odpowietrzniki" - napisał pan Jacek.
To dowodzi, że "demolka" w mieszkaniu naszego Czytelnika nie była odosobnionym incydentem.
- Teraz, zanim znowu zdecyduję się komuś wynająć mieszkanie, na pewno bardzo dokładnie go sprawdzę - zapowiada Czytelnik.
Po publikacji tekstu skontaktowała się z nami lokatorka, która wynajmowała to mieszkanie. Po południu przedstawimy jej wersję tego, co tam się stało.







